Dzieci z chmur.

dzc

Wpadła mi dziś w ręce ta książka. Siedziałam u fryzjera i roniłam krokodyle łzy, których, mimo wszelkich starań, nie dało się powstrzymać.

Z oczywistych względów wybrałam wątek Beaty. Justyno przepraszam Cię, ale nie poświęciłam Tobie zbyt wiele czasu.

Beata pięknie i jasno ubrała w słowa, to co kłębiło/kłębi mi się w głowie od lat. I myślę, że potrafiła wyrazić, to Lewkonio, dlaczego tak wiele lat to trwało.

(…) doceniałam życie, pragnęłam się realizować. Spełniać jako kobieta, żona i matka. Jako córka, która potrafi obdarować rodziców wnukami, i jako synowa, która może tym ucieszyć teściów. Dość było wokół mnie pseudomatek skrzętnie planujących dziecko między karierą a menopauzą, drżących z lęku przed rozstępami. A ja chciałam otyłości i rozstępów, chciałam opuchniętych nóg, porannych wymiotów, a wreszcie pogryzionych sutków. Chciałam znosić pokornie ból i wszystko, co jest pisane prawdziwej kobiecie!

W tamtym czasie moja szwagierka urodziła drugie dziecko. Wcześniej kolejne dziecko po długiej przerwie urodziła dawna dziewczyna mojego Marka. Nie wspomnę o wszystkich koleżankach w moim wieku, które były matkami. Nie potrafiłam egzystować w takim otoczeniu. Brakowało mi tlenu.

A jednak ufałam, że zdarzy się cud. Taka wiara pojawia się nawet w najtrudniejszych momentach. Wierzyłam za każdym razem, kiedy kupowałam test ciążowy w aptece, a potem biegłam do toalety, gnana pewnością, że marzenia się spełniają, jeśli tylko wystarczająco mocno czegoś pragniesz.(…)

(…)Przeraża mnie panująca obecnie „moda na dzieci”. Promują i podsycają ją wszystkie pisma kobiece. Obserwuję też wysyp programów telewizyjnych skierowanych do przyszłych i obecnych matek. Trwa rywalizacja, której przedmiotem są marki wózków, nosidełek i akcesoriów dziecięcych – istny festiwal dla firm mających w swojej nazwie „dziecko” lub wyraz bliskoznaczny.

Bawi mnie nieustająca w mediach propaganda mówiąca, jak to łatwo połączyć karierę z wychowywaniem dziecka. Organizacyjnie i czasowo wszystko da się zrobić! Wystarczy dobra współpraca z dziadkami, nianiami i przedszkolami, a wasz szkrab nie zazna głodu i nie będzie chodził brudny. Dzieci to jednak nie psy, koty ani miniaturowe króliczki, które wystarczy nakarmić i napoić. To mali ludzie, którzy właśnie nawiązują więzi i uczą się świata. To wyjątkowe istoty, łaknące naszej obecności, przytulenia. W swoich małych główkach wskazują autorytety i czerpią wzorce ze znanej sobie rzeczywistości. Decydując się na dziecko, oddajesz dużą część siebie, idziesz na kompromisy, dokonujesz wyborów, które do tej pory nie były wygodne, ale teraz wydają się przyjemne. Nie da się równomiernie rozłożyć zaangażowania w wychowanie dziecka i w tak zwaną karierę. Zawsze jedno ucierpi.

Posiadam wielki skarb. To jedyny skarb i bogactwo, którym chciałabym się chwalić, a nie dzielić. Największym prezentem od życia jest człowiek, który został moim mężem. Czasami zastanawiałam się, czy nie wyczerpałam limitu szczęścia. Może Bank Niebios udzielił mi zbyt wielkiego kredytu i obawia się, że nie zdołam go spłacić z wszystkimi odsetkami. Ograniczył mi wydatki, zmienił plany… Istnieje też druga wersja: Bank Niebios obdarzył mnie kredytem zaufania. Liczył, że nie sprzeniewierzę majątku, lecz go pomnożę. Ta wersja bardziej mi odpowiada.

Jestem JEGO drugą połówką. Zdrową, trzydziestodwuletnią kobietą. Mój mąż nie może mieć dzieci. Przez dwa lata obserwowałam, co się dzieje z mężczyzną, który powoli popada w depresję z tego powodu. Obserwowałam, jak tłumi zmartwienia i oddaje się bez reszty sprawom zawodowym, a co najgorsze – nie chce rozmawiać. Szuka sposobów na zagłuszenie wewnętrznego krzyku: TO MOJA WINA! Sposoby są różne. Głównie praca i relaksujący weekend. Ale weekend jest krótki. Trudno mi było w tym czasie czemukolwiek zaradzić czy cokolwiek zmienić. Przecież sama także potrzebowałam wsparcia.

Dawałam Markowi wiele sygnałów świadczących o tym, że nadal go kocham. Ale widocznie nie dość przekonujących. Wcześniej często rozmawialiśmy o tym, że będziemy razem na dobre i złe. Nawet jak stracę ręce i nogi, będzie mnie kochał i przy mnie trwał.

I pewnie gdyby nie nasza miłość, wszystko skończyłoby się inaczej.

Przyjaciółka powiedziała mi, co myślą jej starsze siostry. Ich zdaniem powinnam zajść w ciążę z kimś innym. Że też nie wpadłam na taki prosty pomysł! Rozwiązanie w zasięgu ręki, a ja go nie widzę! Również członkowie najbliższej rodziny byli zdania, że inna kobieta na moim miejscu nie zrezygnowałaby z macierzyństwa i zmieniła partnera.

Pozostawię to bez komentarza.

(…) Najtrudniej jest robić dobrą minę do złej gry i cieszyć się cudzym szczęściem. Szczególnie tą jedną jedyną radością, na której ci najbardziej zależy, a która właśnie tobie się nie trafia. Spotyka za to innych, choć może jej nie oczekują i nie cenią tak mocno. Bardzo się starałam nikomu nie zatruć tego szczęścia. Starałam się być dobra. Niestety, nie potrafiłam. Nie umiałam z uśmiechem patrzeć na cudze dzieci. Unikałam spotkań z młodymi matkami i kobietami w ciąży. Nienawidziłam ich. To była moja forma obrony, jedyna, na jaką było mnie stać. Szamotałam się między depresją a euforią, euforią a depresją, i tak w kółko. Przekładaniec ze skrajnych emocji. Dziękuję Ci, Marku, że to przetrwałeś.

Chciałam być matką i stworzyć prawdziwą, pełną rodzinę. Ludzie często sądzą, że małżeństwo bez dzieci to nie rodzina. W oczach innych uchodziliśmy z Markiem za wygodnych, nastawionych konsumpcyjnie. Czasem chyba brano nas za potwory. Bolały mnie pytania i komentarze. Gdziekolwiek się ruszysz, wszyscy w końcu zagadną cię o dzieci. Zastanawiam się, czy robią to celowo, aby zranić? Czy wynika to po prostu z braku empatii lub niedostatku inteligencji? Tylko dlaczego ci sami ludzie nie opowiadają dowcipów o łysych, kiedy w ich gronie siedzi ktoś bez włosów? Czemu się nie śmieją z grubych, kiedy ktoś z ich rodziny walczy z nadwagą? Czy przyjemnie jeść posiłek w towarzystwie głodnego? (…) Tymczasem moja awersja do dzieci i kobiet w ciąży nasilała się, budząc we mnie przerażenie. Za nic w świecie nie chciałam jej ujawnić. Omijałam kołyski i wózki z kamienną twarzą, łkając w środku niczym wytrawna brzuchopłaczka. W granicach wyznaczonych przez moje ciało kulił się słaby, wątły psychicznie i rozchwiany emocjonalnie niespełniony człowiek. Broniłam się przed okazywaniem uczuć, bo jeszcze wtedy myślałam, że nie wszyscy zasługują na prawdę. (…)

Później mą Beaty zachorował na raka, walczyli i końcu napisała tak:

(…) Kiedy zmagaliśmy się z chorobą Marka, dowiedziałam się o sobie więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Zrozumiałam, co jest w życiu istotne. To trochę tak, jakby dokonały się w głowie i sercu generalne porządki. Zrozumiałam, że najważniejszą dla mnie osobą jest mąż. Zrobiłabym i oddała wszystko, by był zdrowy. (…)

(…) Tak, właśnie tak – wspólnie z mężem podjęliśmy decyzję o adopcji. Nie potrafię powiedzieć, kiedy moja ukochana druga połowa dojrzała do tej myśli. Zmiany w hierarchii wartości w dużej mierze przypisuję chorobie męża. Po pozytywnie zakończonej terapii zauważyłam u niego ogromną potrzebę cieszenia się życiem i wykorzystywania każdej chwili. Teraźniejszość stała się ważniejsza od przyszłości. Cieszył mnie jego entuzjazm. Marek pozbył się lęków, które towarzyszyły mu dotychczas. Ulotniły się obawy o możliwość zaciągnięcia kredytu (co nie oznacza, że stał się nierozważny). Nie przejmował się banalnymi, codziennymi trudnościami. Pogodnie reagował na chamstwo kierowców i niewykwalifikowanych urzędników. Nabrał też zdrowego dystansu do pracy zawodowej.

Szkoda, że dopiero wtedy, gdy świat nam się wywraca do góry nogami, na przykład przez poważną chorobę, przestajemy przywiązywać wagę do konwenansów i spraw materialnych, a zaczynamy doceniać smak życia z jego nieodłącznymi kłopotami, ale też przyjemnościami, takimi jak poranna kawa na tarasie, spacer po trawie mokrej od rosy, entuzjazm psa przy powitaniu, zapach gotującego się bigosu w zimowe popołudnie, zakładanie jeszcze ciepłej, wyprasowanej przez żonę koszuli…

Człowiek szybko wypiera z pamięci złe chwile. My ich nie zapominamy, dlatego czasem w alkowie naszej chałupki śmiejemy się z tych, którzy bez opamiętania uganiają się za rzeczami materialnymi, zaniedbując bliskich.

Pewnego pięknego dnia spojrzeliśmy sobie w oczy, uśmiechnęliśmy się i zobaczyliśmy jeszcze bardziej jednoczący nas cel. Machina ruszyła. (..)

I to tyle chciałam Wam pokazać, i znowu ryczę i wcale nie jest mi od tego ryczenia lepiej. Przereklamowana sprawa. To chyba mój najdłuższy wpis od 2005 roku ;), szkoda, że słowa nie moje…

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Dzieci z chmur.

  1. Dziękuję Ci bardzo za tyle szczerości. Nie każdego stać na to. Cokolwiek napisałam i napiszę – również zawsze z serca szczerego, aczkolwiek być może nie we wszystkim się zgadzam z Tobą. A może dlatego, że nie sposób znać wszystkie fakty, by znać czyjeś uczucia i motywy. Jedno jest pewne, jeśli nie ma obopólnego wsparcia, na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie, a tylko jedna strona stara się wejść w położenie drugiej i jest zdolna do poświęcenia własnego szczęścia i czasu – to jest szarpanina i trudno czymkolwiek zakleić takie braki emocjonalne. Nie wątpię że Mąż jest dobrym człowiekiem, ale co z tego wynika dla Ciebie ?Każdy ma tylko to jedno życie a w nim prawo do szczęścia na własny wymarzony sposób. Podjęłaś niełatwą i rozdzierającą decyzję, ale słuszną.
    Ściskam i życzę dużo siły na ten czas.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s