Wróciłyśmy…

… już wczoraj na „zwykły” oddział. Rurek i kroplówek jest mniej. Ale powoli zaczyna odczuwać, że to nie był piknik. Pewnie w miarę zmniejszania dawek przeciwbólowych będzie coraz gorzej, ale póki co nie marudzi. Musi wstawać, co przy jej masie (80kg/153cm wzrostu) i spuchniętym brzuchu nie jest łatwe. Zaraz lecę do szpitala pomóc jej się umyć. Dam radę? Heh, jak człowiek musi, to wszystko zrobi. Tylko ja sama mogę się powstrzymać, a tego nie chcę.

Ciekawe kiedy będą wyniki badań szczegółowych guza (który był rozmiaru męskiej pięści). To one zdecydują, czy będzie potrzebna jeszcze chemia… tik, tak, tik tak… czekanie nie jest moim ulubionym zajęciem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s