moje życie…

… kręci się od tygodnia wokół 12.00 i 17.00 kiedy to możemy wejść na godzinę do Mamy. Wczoraj znowu było gorzej. Wciąż walczy, taki gatunek nie podda się łatwo. Ma być tak jak sobie umyśliła albo wcale, ale ciało ją w końcu zdradzi. Ile jeszcze może wytrzymać na kroplówce i lekach.

4 uwagi do wpisu “moje życie…

  1. dopóki jest szansa, trzeba wierzyć. mnie minimum dwa razy skazywano, że albo nie przeżyję w ogóle, albo będę roślinką. nie wspomnę nawet ile razy mówiono mi, że nie będę chodzić, bo prawa noga, bo lewa noga, bo kręgosłup..
    a tmczasem niedługo minie 10 lat od zderzenia z Vw i jakoś na własnych nogach kolebię się do przodu.. Silnaemocja ma rację, jak pacjent chce, to medycyna jest bezsilna ;-P siły wiary i nadziei życzę dla Was obu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s